#5 Sarah J. Maas - "Dwór skrzydeł i zguby"
#5 Sarah J.
Maas – „Dwór skrzydeł i zguby”
Wyd. Uroboros, 2017
12/2018📚
Wyd. Uroboros, 2017
12/2018📚
„Odnajdę cię znowu w następnym świecie... W
następnym życiu. I wtedy będziemy mieli ten czas. Obiecuję.”
Gdy
skosztuję jakiejś serii, zawsze muszę dotrzeć do ostatniej części. Nie inaczej
było w przypadku „Dworu cierni i róż”. Trzeci tom zapowiadał zwieńczenie
historii Prythianu i losów Feyry Wyzwolicielki. Jednak troszkę się zawiodłam.
Czemu? O tym właśnie opowiem.
„Dwór
mgieł i furii” kończy się zaskakującym zwrotem akcji. Feyra powraca do Dworu
Wiosny i Tamlina. Po tym jak król Hyberii zaszkodził jej rodzinie, jest jeszcze
bardziej zdeterminowana, by zdobyć wszelkie informacje mogące przyczynić się do
upadku złego władcy. Jednak, aby zrealizować ten plan, zaczyna grać w
niebezpieczną grę. Wszystko musi być pieczołowicie zaplanowane, każdy uśmiech,
każde skinienie głowy. Feyra przeistacza się tutaj w nadwornego szpiega Dworu
Nocy i tym samym ponownie staje się w Panią Dworu Wiosny u boku Tamlina. Musi
zdecydować komu warto zaufać i kto będzie jej sprzymierzeńcem w nadchodzącej
wojnie. Przekona się, że znajdzie ich w najmniej oczekiwanych miejscach.
Oczekiwałam
jeszcze większego zaskoczenia w tej części. Niestety trzeci tom nie dotrzymał
jakości drugiemu, kiedy to poznałam prawdziwe motywy zachowania Rhysanda. Była
to dla mnie dosłownie ‘bomba’. Sięgając po „Dwór skrzydeł i zguby” nastawiłam
się na coś jeszcze szokującego, nowe wyróżniające się postacie, nowe wątki. Zabrakło
mi dynamicznej akcji. Większość książki to przygotowania do wojny, omawiane
strategie i polityczne zmierzenia Feyry jako jedynej Księżnej. Ponownie Sarah J.
Maas nie wykorzystała potencjału do końca. Tamlin nadal był tym złym ex. Żałuję,
że autorka nie odważyła się pociągnąć relacji Tamlin-Feyra-Rhysand w inną
stronę. Poszło wszystko o wiele za łatwo. Szkoda, że to pierwsze uczucie nie walczyło
dłużej z tym nowym, a szala w stu procentach przechylała się cały czas ku Księciu
Dworu Nocy (mimo, że to mój lubiony bohater). Siostry Archeron były także
okazją na wniesienie czegoś nowego. Nesta, której upór i serce niczym lód, zdołał
tylko ocieplić Kasjan, przedstawiona została jako ktoś o wielkiej mocy. Tymczasem
tylko straszyła swoją nienawiścią do większości i rozżaleniem do tego, kim się
stała. Czekałam z wielkim zniecierpliwieniem, aż Kasjan i Nesta rozwiną swoją
burzliwą znajomość. Niestety czytelnik zyskał odrobinę nadziei na cokolwiek dopiero
po rozegraniu bitwy… i na tym się skończyło. To samo Elaina – okazała się być
towarzyszką naszego posła Dworu Wiosny. W dodatku zyskała nieoczekiwany dar,
który nikt nie zdołał przejrzeć od razu. Przepływała przez całą historię niczym
duch. Miłość Feyry i Rhysanda nadal rozkwitała, ale brakowało mi tego czegoś ,
co odróżniało ich od wszystkich w drugim tomie: ten pazur, flirt, nieoczekiwane
zwroty wydarzeń, przebiegłość Rhysanda i przeszkody w byciu razem. Zlali się z
tłem reszty postaci. Moim zdaniem wątki miłosne zostały w cieniu nadchodzącej
wojny, a przecież nic tak nie zbliża ludzi niż nieuchronna śmierć czy złe
przeczucia towarzyszące walce. Mam nadzieję, że moje rozczarowanie rozwieje tom
3.5, który ma premierę w maju.
Jednak nie taki diabeł
straszny, jak go malują. Jest też wiele dobrych rzeczy, o których mogę napisać.
To, kto okazał się największym oszustem i stanął po stronie całego Prythianu
rozegrane zostało w niesamowity sposób. Nie domyśliłam się niczego do samego
końca. Także historii Mor i jej lekceważącego stosunku do zakochanego w niej
bezgranicznie Azriela. Sarah J. Maas umożliwiła w końcu poznanie reszty książąt
poszczególnych Dworów. Podobali mi się inni książęta: Kallias (Dwór Zimy) i
Helios (Dwór Dnia), którzy wnieśli dużo humoru do opowieści:
„Rzuciłam okiem na Thesana i Kalliasa, który
przyglądał się swojej żonie z uniesionymi brwiami.
- Próbowałem zasugerować, by została w domu -
oznajmił sucho Kallias - ale zagroziła, że odmrozi mi jaja.
- Brzmi jakby znajomo - zaśmiał się ponuro
Rhys”.
Podsumowując, powieść
przeczytałam w mgnieniu oka i ponownie wciągnęłam się w ten świat. Zakończenie
było adekwatne do wszystkich bohaterów, którzy zasłużyli na odrobinę spokoju.
Nie obyło się także bez śmierci kogoś bliskiego. Mimo wszystko zabrakło mi czegoś,
co pozwoliłoby mi ocenić „Dwór skrzydeł i zguby” równie wysoko, co tom drugi. Prawdopodobnie
chodziło o dużo nierozwikłanych spraw do końca, przez co czytelnik czuje
niedosyt i uwikłane życie uczuciowe kilku bohaterów.
![]() |
| https://charlie-bowater.deviantart.com/gallery/ |
- Dama z książką






KOCHAM te serię! :D Książki Maas to dla mnie mistrzostwo <3
OdpowiedzUsuńZabookowany świat Pauli
O tak, mimo lekkich niedociągnięć, w końcu rozumiem jej fenomen :D
Usuń