#6 Jakub Małecki - "Rdza"
#6 Jakub Małecki – „Rdza”
Wyd. SQN, 2017
13/2018📚
„– Patrzajcie, Bozia nie pozwoliła
Niemcom kapliczki zrujnować! – powiedziała pani Nagórna do Tosi i innych
dzieci.
Tośka popatrzyła na smutną minę zmokłej Maryi i ciemne
serce namalowane na jej piersiach.
– To nie mogła lepiej kapliczkę dać
zrujnować, a tych ludzi w stodole zostawić? – zapytała, ale nikt jej nie
odpowiedział.”
Trafiłam w końcu na książkę, dzięki której
wiele przemyśleń tkwi nadal w mojej głowie, która nie daje mi spokoju… Wciąż
nie mogę się nadziwić ilości refleksji po tej wyjątkowej lekturze i czuję, że
nie będzie tym razem mi łatwo przelać wszystkiego, co kłębi się w środku. Jakub
Małecki stworzył świat wszechogarniającego smutku i tragedii dotykających
zwykłych ludzi. Odnalazł coś wyjątkowego w przeciętności. Potrafi w paru
słowach oddać wielki dramat. Staje się dziś moim ulubionym autorem obok Jane
Austen czy J.K. Rowling. To co robi z nami – czytelnikami – to magia…
„Rdza”, jak określił w
wywiadzie sam autor, to powieść psychologiczno-obyczajowa. Rzecz dzieje się we
wsi Chojny. Fundament powieści stanowi tragedia Szymka, kiedy traci rodziców w
wypadku samochodowym w 2002 roku. Przenosi się do babci Tosi. Tam później dorasta,
godzi się ze śmiercią bliskich i dojrzewa. Babcia Tosia wydaje się być
niezadowolona z faktu, że ma na głowie dziecko. To chłodna i poważna postać,
bez dwóch palców. Jednak, kiedy powoli odkrywamy karty z jej przeszłości,
wszystko zaczynamy rozumieć… a także zawiłe losy innych bohaterów. Kiedy
dochodzi do nieszczęśliwego wypadku rodziców, Szymek jest jeszcze beztroskim i
szczęśliwym chłopcem. Jego dzieciństwo to zabawy przy torach razem z najlepszym
kolegą - Budzikiem. Niestety: „Złapał za
klamkę i tak skończyło się to wszystko, całe to siedem lat, z których poza
torami i malowaniem krów pamiętał później niewiele. Tego dnia nie usiadł za
stołem w kuchni i nie nakarmił rybek”. Tego dnia jego życie naznaczyła śmierć. A oni mówią, że będzie dobrze Szymuś, wszystko
będzie dobrze… A on nie może przejść po
tym wszystkim do zwykłej codzienności. Jeszcze przez pewien czas boi się, że
Bozia zabierze mu zabawki, tak jak rodziców i chowa je do pralki. Sama zaś jej
postać tak przenika głęboko do Szymka, że przywiązuje nogę do kaloryfera, aby
nie mogła także i jego porwać. Tymczasem babcia zaskakuje wszystkich:
„– Ale wiesz co? Jak ta
Bozia nam wejdzie do domu, to ja ją zastrzelę”.
Te sceny wywołują
niechciane łzy i wzruszenia…
Schemat
powieści jest skonstruowany z benedyktyńską precyzją: na dwóch płaszczyznach
czasowych. Wszystko idealnie, cierpliwie wyważone i w odpowiedniej kolejności. Każdy
rozdział z przenikającą nasze zakamarki duszy puentą. Tak, by każdy mógł pojąć
całą historię ze zrozumieniem. Czasy współczesne od 2002 roku po 2016 (gdzie
mamy finał wszystkiego), przenikają wspomnienia z czasów jeszcze wojennych,
gdzie Tosia była małą dziewczynką i nie mogła tego ranka zacząć szkoły,
ponieważ zaczęła się wojna. Małecki jednak nie kładzie nacisku na wydarzenia z
historii, jest ona tylko tłem dla tragedii dotykających zwykłych, ale jakże
podobnych do nas samych ludzi. Z niezwykłą wrażliwością i humorem spisuje na
kartach powieści losy Tosi, jej mamy, córki, Niewidzialnego Człowieka, czy Tolka, który tak jak Eliza (jej córka) : „(…) nie chciał pracować z ludźmi, ciągnęło go do zwierząt.
Kilka lat wcześniej wymyślił, że zostanie zootechnikiem, więc nim został.
Twierdził, że na świecie nie ma lepszej pracy.
-Taka na
przykład krowa – tłumaczył, kiedy spacerowali nad Wartą. - Krowa jak jest
głodna, to jest głodna. A jak szczęśliwa, to szczęśliwa. I z krową nie ma tak,
że na przykład udaje zadowoloną, a tak naprawdę to jest wkurwiona na coś sprzed
dwóch dni, albo że za dwa tygodnie kopnie cię z powodu czegoś, co jej się
przywidziało dzisiaj. Krowa jak jest wkurwiona, to jest wkurwiona. A jak nie,
to nie. I to mi się w krowach podoba.”
To, co zauważyłam z przepięknej powieści to także obecny rozdźwięk
pomiędzy pokoleniami. Każdy odczuwa inaczej, a problemy młodych przesłaniają
wszystko inne. Niezrozumienie Tosi i wnuka jest na porządku dziennym. Dopiero z
czasem każdy docenia, co miał. Szymek nie wiedział, ile jego babcia
skrywa i co należało do jej świata – przeszłości. Co towarzyszyło jej duszy do
starości, kim był Niewidzialny Człowiek i czego ludzie doświadczali w jej czasach: „Była
to najnudniejsza wycieczka ze wszystkich, na które w ciągu tych ośmiu lat
wysłano ich ze szkoły. Las, w lesie beton, na nim olbrzymi pomnik w kształcie
kowadła, na pomniku jakiś napis. Stojąc razem z innymi, Szymek próbował nawet
to czytać. ‘Wzięto nas od starca do niemowlęcia między miastem Koło a Dąbie.
Wzięto nas do lasu i tam nas gazowano i rozstrzeliwano i palili…’ Nie no, nie
mógł. Przestępował z nogi na nogę, wzdychał, pocił się, najchętniej by gdzieś
usiadł”. Tragedia nie
dosięga Szymka tylko w kwestii niewiedzy o przeszłości babci, ale także wtedy,
kiedy wyrusza na ratunek bliskiej osobie, a w tym samym czasie traci drugą. To chyba według
mnie najbardziej przykry moment w książce. Małecki postawił bardzo wysoko poprzeczkę innym
polskim autorom.
„Rdza” to nie tylko historia
przepełniona bólem, ale także prawdziwą przyjaźnią. Jest ona jednak poddana
wielkiej próbie przez ciąg tylu lat. To także historia ludzi o niespełnionych
marzeniach, wspomnieniach, z którymi mierzą się obecnie wszyscy bohaterowie i
konsekwencjach wyborów przeszłości. Tak jak powszechna rdza, tak każdy ślad na
duszy pozostanie na bardzo długo w sercach tych ludzi. To samo śmierć, każda
poniesiona strata. To epicka współczesna powieść, gdzie marzenie to nie dar,
ale ciężar ciągnący się do końca życia. To także cicha refleksja nad tym, czy
los, czy przeznaczenie pisane przez nas samych rządzi się naszym życiem. To
ciche łkanie nad własnym ‘ja’ i ‘tobą’, ‘nami’… To walka z godną śmiercią: „Wspominając dziadka, Tośka często myślała o
tym, jak ważne w życiu jest móc umrzeć wtedy, kiedy się chce, i dziwiła się, że
prawie zawsze ludzie umierają dopiero wtedy, kiedy naprawdę trzeba. Ona sama
dawno już wszystko obmyśliła. Wiedziała, w co się ubierze i pod którym drzewem
usiądzie w swoim sadzie. Znając kształt i ciężar kuli, która jej przebije
głowę, czuła się bezpiecznie”.
Mimo ponurego nastroju
bijącego z „Rdzy”, wielkiej przyjemności dostarczyło mi uczucie, że czytam o
bohaterach z moich rodzinnych stron, a tam gdzie miał miejsce wypadek,
przejeżdżam często sama. Nigdy jeszcze nie zdarzyła mi się taka podróż w…
(nie)znane.
Za egzemplarz dziękuję:
- Dama z książką








Komentarze
Prześlij komentarz