#4 Sarah J. Maas - "Dwór mgieł i furii"
#4 Sarah J. Maas – „Dwór mgieł i furii”
Wyd. Uroboros, 2017
📚11/2018
„ -On mnie kochał... wciąż mnie kocha, Rhysandzie.
- Problemem nie jest to, czy cię kocha, tylko jak bardzo. Za bardzo. Miłość potrafi być trucizną.”
- Problemem nie jest to, czy cię kocha, tylko jak bardzo. Za bardzo. Miłość potrafi być trucizną.”
Taka
romantyczka jak ja, nie mogła opuścić dalszych losów Feyry i jej wybranka.
Jakie było moje zdziwienie, gdy potoczyły się zupełnie inaczej niż
przypuszczałam. Sarah J. Maas w dalszym ciągu potrafiła wciągnąć mnie w całą
historię. Żadna ze stron nie wydawała mi się nudna. Stworzyła o wiele ciekawsze
uniwersum Prythianu niż w pierwszej części, głównie za sprawą nowych postaci.
Jeśli jednak jesteś zarówno przed lekturą pierwszej
części, jak i tej, radzę nie czytać recenzji, aby nie popsuć sobie radości z
odkrywania tych powieści sam.
„Dwór
cierni i róż” skończył się happy endem. Mogłoby się wydawać, że nic nie jest w
stanie zmienić biegu historii. Człowiek uratował świat fae i sam stał się
nieśmiertelny duszą i ciałem, dzięki cząstkom mocy książąt z każdego dworu.
Feyra mogła w końcu być na zawsze z ukochanym Talimem. Wszystko komplikuje się
z czasem. Złe wspomnienia spod Góry wracają ze zdwojoną siłą. Feyra nie radzi
sobie z ciemnością zapadającą jej w sercu. Nie potrafi przespać spokojnie nocy
udręczona koszmarami. Talim nie dostrzega tego, a nawet pogarsza tą sytuację
zamykając lubą w Dworze Wiosny niczym w klatce. Zadaje sobie trud obrony krainy
przed wrogami z Hybernii i nie ma go cały czas w domu. Przygotowywania do
wesela pozostawia w rękach Feyry i kapłanki Ianthy, która staje się jej
oparciem w podejmowaniu wszelkich decyzji, o których nie ma pojęcia.
Wyzwolicielka jednak nie pragnie zostać księżniczką z bajki otoczoną wiecznym
bogactwem. „W jej nowym nieśmiertelnym ciele drzemią moce, których dziewczyna
nie umie opanować”. Między ukochanymi rodzi się coraz więcej tajemnic i
niedopowiedzeń. Kiedy nastaje dzień wesela, Książę Dworu Nocy – Rhysand, ubiega
się o spłacenie długu, czyli ‘wypożyczenie’ Feyry na tydzień każdego miesiąca. Dziewczyna
nie ma pojęcia o prawdziwych motywach Rhysanda.
![]() |
| Źródło: https://charlie-bowater.deviantart.com |
W
poprzedniej części autorka pozwoliła na zapożyczenie wątku baśni „Pięknej i
bestii”. Tym razem jest to Mit o Demeter i Persefonie. Początkowo dziewczyna
jest uosobieniem niewinności i młodości. Hades zaś to najmroczniejszy z bogów,
władca podziemi – krainy umarłych. Historia zaczyna się niewinnie. Gdy Persefona
udaje się na spacer z matką Demeter, zrywa przepiękny kwiat. Upija się jego
zapachem i patrzy z zachwytem. Tymczasem spod ziemi wydostaje się Hades,
zakochuje się w niej i porywa najdroższą córkę Demeter do swoich zaświatów.
Pani urodzajów okrywa zimie żałobą, a śmiertelnych ludzi nawiedza głów. Zeus,
aby ubłagać Demeter, nakazuje bratu oddanie Persefony, który się na to zgadza.
Żegnając się z nią, daje jej owoc granatu. Persefona zjada kilka ziaren, nie
wiedząc, że właśnie połączyła swój los z panem podziemi. Od tej pory musi
wracać tam raz w roku, na trzy miesiące, a urodzaj zamiera przynosząc zimę. Kiedy
Persefona wraca – nadchodzi wiosna, czas, kiedy wszystko ponownie się rodzi.
Postać Hadesa, jak i samą śmierć, można tutaj interpretować jaką cząsteczki
zła, które ma każdy z nas, a raczej naszej podświadomości. Mit uczy, że można
pokochać nasze ciemne strony i zrozumieć ją. Warunkiem szczęścia jest
połączenie dobra i zła w odpowiedniej ilości, tak jak połączyła się Persefona z
Hadesem – ich nowo narodzona miłość. Początkowo ten, który jawił się jako wróg,
stał się jej światłem. Hades symbolizować może również ukrytą siłę i potencjał
w kobiecie.
Mit ten można na nowo odkryć w historii Feyry, choć nieco
przeobrażony. Bohaterka zostaje zamknięta przez Tamlina, niedoceniona i samotna…
Więdnie na Dworze Wiosny. Gdy zostaje uwolniona, a raczej porwana przez Rhysanda
– w końcu może żyć, być sobą. Rozwija swoją wielką moc przy kimś, kto rozumie
jej potrzeby i szanuje jej zdanie. Pokazuje, że ciemność również daje szczęście.
Początkowo wraca do Dworu Nocy raz w miesiącu, jak robiła to Persefona raz w
roku, udając się do Hadesa. Światłość miesza się z ciemnością, dobro ze złem.
Wyzwolicielka popada ze skrajności w skrajność i nie chce należeć do nikogo.
Feyra musi zdobyć się na co, aby wybrać, co jest jej światłem, a co cieniem.
Dostrzega również w sobie pokłady ciemności, których przyczyn upatrywać można
się w wydarzeniach spod Góry, kiedy zabiła z zimną krwią ludzi, aby ocalić lud
fae. Jednak rozumie, że: „Są
różne rodzaje ciemności(...) Jest ciemność, która przeraża; ciemność, która
koi; ciemność, która daje odpoczynek(...) Jest ciemność kochanków i ciemność
skrytobójców. Staje się tym, czym jej nosiciel chce, żeby się stała; czym
potrzebuje, żeby się stała. Sama z siebie nie jest ani zła, ani dobra”. Persefona
również znała dwa światy, jak Feyra. Z tym, że tej drugiej dane było wybrać
własną ścieżkę samodzielnie. Sarah J. Maas
inspiruje się starożytnym mitem i pokazuje nam co mogłoby się właściwie
wydarzyć, gdyby dopuścić inne czynniki…
Tę część uważam za jeszcze lepszą od poprzedniej. Poznajemy w niej inne dwory krainy Prythian i prawdziwe przeznaczenie Feyry. Autorka zapoznaje nas z nowymi postaciami, które pokochałam całym sercem. Przede wszystkim Rhysand zaczyna odgrywać tu pierwsze skrzypce. Nareszcie postać ta zostaje rozwinięta tak, jak na to zasługuje. Za tajemniczą maską skrywa się marzyciel i indywidualista. Przypomina mi ulubioną postać literacką: tajemniczego Snape’a z cyklu „Harry’ego Pottera”, którego na koniec każdy opłakuje. Może dlatego tak uwielbiam Rhysanda? Minusem powieści jest lekko przesadzona rola Tamlina, który w „Dworze cierni i róż” jawił się jako wspaniały i dobry ukochany. Tymczasem sprowadzony zostaje do tej niewdzięcznej roli czarnego charakteru. Autorka diametralnie zmienia jego postać, a tego zabiegu w książkach nie lubię. Mimo wszystko jest przecież postacią tragiczną. Niestety ten wątek został niewykorzystany. Sama Feyra ponownie irytuje egoizmem i trudno jej dostrzec od razu pewne rzeczy… Mimo wszystko wydaje mi się, że i tak ją lubię. Maas ma tendencję również do idealizowania postaci, tzn. wszyscy z Dworu Nocy nagle stają się najpotężniejsi i najpiękniejsi. Feyra obdarzona zostaje mocami, jakich nikt nie ma. Brak tutaj źdźbła realności mimo gatunku fantastyki. Autorka trochę zawiodła w tej kwestii. Na plus dodać mogę wątek miłosny. Relacje uczuciowe w tej części wypływają ponownie na pierwszy plan, a autorka raczy czytelnika o wiele szczegółowymi opisami, początkowo budując niezwykłe napięcie pomiędzy bohaterami. Samo zakończenie sprawia, że chcę się sięgnąć po więcej. Nie mogę się doczekać, aż Feyra znajdzie się we właściwych rękach…Tym, którzy zastanawiają się, czy sięgnąć po drugi tom tej wspaniałej serii powiem tylko, że jak najbardziej warto!
Tę część uważam za jeszcze lepszą od poprzedniej. Poznajemy w niej inne dwory krainy Prythian i prawdziwe przeznaczenie Feyry. Autorka zapoznaje nas z nowymi postaciami, które pokochałam całym sercem. Przede wszystkim Rhysand zaczyna odgrywać tu pierwsze skrzypce. Nareszcie postać ta zostaje rozwinięta tak, jak na to zasługuje. Za tajemniczą maską skrywa się marzyciel i indywidualista. Przypomina mi ulubioną postać literacką: tajemniczego Snape’a z cyklu „Harry’ego Pottera”, którego na koniec każdy opłakuje. Może dlatego tak uwielbiam Rhysanda? Minusem powieści jest lekko przesadzona rola Tamlina, który w „Dworze cierni i róż” jawił się jako wspaniały i dobry ukochany. Tymczasem sprowadzony zostaje do tej niewdzięcznej roli czarnego charakteru. Autorka diametralnie zmienia jego postać, a tego zabiegu w książkach nie lubię. Mimo wszystko jest przecież postacią tragiczną. Niestety ten wątek został niewykorzystany. Sama Feyra ponownie irytuje egoizmem i trudno jej dostrzec od razu pewne rzeczy… Mimo wszystko wydaje mi się, że i tak ją lubię. Maas ma tendencję również do idealizowania postaci, tzn. wszyscy z Dworu Nocy nagle stają się najpotężniejsi i najpiękniejsi. Feyra obdarzona zostaje mocami, jakich nikt nie ma. Brak tutaj źdźbła realności mimo gatunku fantastyki. Autorka trochę zawiodła w tej kwestii. Na plus dodać mogę wątek miłosny. Relacje uczuciowe w tej części wypływają ponownie na pierwszy plan, a autorka raczy czytelnika o wiele szczegółowymi opisami, początkowo budując niezwykłe napięcie pomiędzy bohaterami. Samo zakończenie sprawia, że chcę się sięgnąć po więcej. Nie mogę się doczekać, aż Feyra znajdzie się we właściwych rękach…Tym, którzy zastanawiają się, czy sięgnąć po drugi tom tej wspaniałej serii powiem tylko, że jak najbardziej warto!
-Dama z książką








Komentarze
Prześlij komentarz