#11 Fannie Flagg - "Całe miasto o tym mówi"
#11 Fannie
Flagg – „Całe miasto o tym mówi”
Wydawnictwo
Literackie, 2018
Liczba
stron: 464
„-Nikt nie
chce starego wyliniałego kocura.
-Ojej, Normo,
to nie ich wina. Wszyscy dorastamy. Co by było, gdyby nikt nas nie chciał,
kiedy dorośniemy? To, że są starsze, nie znaczy, że już nie są urocze.”
Fannie Falag, znana jako autorka
„Smażonych zielonych pomidorów”, przybywa by tym razem ogrzać nas ciepłą sagą
kilku pokoleń w nowo powstałym miasteczku Elmwood Springs. Kiedy do stanu
Missouri w 1889 roku przybywa pewien Szwed – Lordor Nordstorm - i kupuje kawałek
ziemi, nie wie, że będzie zalążkiem historii dla przyszłych pokoleń. Dołączają
do niego inni imigranci – nowi sąsiedzi
i przyjaciele. Tak oto powstaje małe miasteczko. Lordor mimo wszystko czuje się
samotny i za namową przyjaciół, umieszcza prasowy anons w rubryczce
matrymonialnej, poszukując swojej drugiej połówki. Jeszcze nie wie, że zainteresuje
to pewną dziewczynę z Chicago…
Przeurocza i wciągająca pozycja. Mam
wrażenie, że autorka przelała na papier całą swoją życzliwość i nadzieję wobec
ludzi. To przepiękna literatura podnosząca na duchu i wzruszająca nawet
nieczułe serce. Historie, jakie stworzyła opowiadają tak naprawdę nie tylko o
Elmwood Springs i jej społeczności, ale o całym świecie – rozwoju technologii,
przemijającej modzie i muzyce. Jesteśmy świadkami historycznych chwil dla
ludzkości m.in. wojny, pojawienia się pierwszych samolotów, a także tego jak na
księżycu po raz pierwszy ląduje człowiek. Saga obejmuje okres od 1989 roku,
kiedy na ziemie Missouri trafia imigrant, a kończy w naszej przyszłości – 2021
roku. To stulecie pokazuje jak świat pędzi do przodu i jak zmieniają się
ludzie, a wraz z nimi tradycje: „Coraz szybciej zanikały dobre obyczaje i
maniery i coraz trudniej było utrzymać to, co cenne”. Książka ta w moim
mniemaniu jest odzewem wobec przykrej teraźniejszości, ciągłego biegu,
narzuconego tempa i ciągłych zmian. Jednak w gruncie rzeczy dotyka całej
społeczności lokalnej, którą poznajemy na kartkach powieści „Całe miasto o tym
mówi”. Fannie stworzyła utopię wymarzonych sąsiadów, jakie powinno mieć
miasteczko. Relacje, które wiązały tych wszystkich ludzi są według mnie niezwykłe
i praktycznie niespotykane. Wszechobecna pomoc i życie w zgodzie utonęło w
szaleństwie dzisiejszych czasów.
„Całe miasto o tym mówi” to
książka z inteligentną i uroczą dawką humoru:
„Elner spędziła tę noc u
Beatrice, co jej się często zdarzało. Kiedy już się położyły, zaczęły snuć
plany na przyszłość. Beatrice miała jasno określoną wizję.
-Ja chcę
mieć przystojnego męża i troje dzieci, dwóch chłopców i dziewczynkę. Nazwę ją
Hanna Marie, po mojej babci ze Szwecji. A ty, Elner? Ile dzieci chcesz mieć?
Elner
zastanowiła się, a potem powiedziała:
-Ojej, nie
wiem. Mam mówi, że urodzenie dziecka boli. Chyba wolałabym mieć małe kotki.
Beatrice się
roześmiała.
-Nie możesz
urodzić kotków, głuptasie!
-Dlaczego
nie?
-Bo jesteś
człowiekiem. Musisz urodzić ludzi.
-Tak?
-Aha.
-No to
szkoda. Wolałabym mieć kocięta”.
Jednak
przede wszystkim zaraża refleksyjnością i mądrością życiową:
„(…) Jedną z najważniejszych rzeczy w małżeństwie jest szczery śmiech. Szczególnie gdy już pojawią się dzieci”.
Pozwala zatrzymać się i pomyśleć nad własnym życiem, które niekoniecznie może być dobre. Mimo pozornej przeciętności, ma w sobie tyle pokładów ciepła, że każdy czytelnik chciałby być mieszkańcem Elmwood Springs, a zwłaszcza Spokojnych Łąk – lokalnego cmentarza – gdzie „gwarno (…) jak na targowisku”, a życie po śmierci może zdziwić.
„(…) Jedną z najważniejszych rzeczy w małżeństwie jest szczery śmiech. Szczególnie gdy już pojawią się dzieci”.
Pozwala zatrzymać się i pomyśleć nad własnym życiem, które niekoniecznie może być dobre. Mimo pozornej przeciętności, ma w sobie tyle pokładów ciepła, że każdy czytelnik chciałby być mieszkańcem Elmwood Springs, a zwłaszcza Spokojnych Łąk – lokalnego cmentarza – gdzie „gwarno (…) jak na targowisku”, a życie po śmierci może zdziwić.
Na pierwszy rzut oka książka mogłaby się wydawać monotonna,
dotyczy zwykłej szarej codzienności. Nic bardziej mylnego – niesamowicie
wciąga, a my sami bardzo przywiązujemy się do mieszkańców Elmwood Springs. Fannie
Flagg przygotowała mnóstwo śmiesznych i smutnych historii dotyczących bohaterów
książki, ich wzloty i upadki. Nie wynosi nikogo ponad, każdy odgrywa ważną rolę
dla miasteczka i przyszłych pokoleń. Rysuje bardzo charakterystyczne postaci,
zapadające w pamięć. W dodatku przekazuje nam piekielnie dobry plan, jak spędzić
dobre życie, przy tym nie bojąc się śmierci, która wcale nie musi być taka
straszna, jak nam się wydaje. Znajdziemy tu również mnóstwo przepięknych uwag i
sentencji: „Życie okazało się nieprzewidywalne, a śmierć tak straszliwie
ostateczna. Nie było mowy o drugiej szansie. Pozostawało jak najlepiej
wykorzystać to, co jest tu i teraz”.
Czytając tę książkę, nie sądziłam, że będę dzięki niej nastawiona wobec
życia z takim optymizmem i poczuciem szczęścia, z tego co mam. Pociesza, jest
lekiem na dzisiejszy snobizm i egoizm. Powraca z tematem przyziemnych lęków po
to, by je zaraz odegnać z naszych serc. Ogrzewa je, a spokojny rytm narracji
uspokaja rozdygotane dusze. Lekka, błyskotliwa – po prostu jedyna w swoim
rodzaju.
Za możliwość przeczytania tej książki, dziękuję:
![]() |
- Dama z
książką









Komentarze
Prześlij komentarz