#8 Jakub Małecki - "Dygot"
#8 Jakub Małecki – Dygot
Wyd. SQN, 2015
Liczba stron: 320
14/2018📚
Prawdziwymi
szaleńcami są ci, którzy patrzą na to wszystko dookoła i pozostają normalni.
Nie
znajdziecie takich książek w literaturze polskiej, jakie pisze Małecki. „Dygot”
to brutalne przedstawienie rzeczywistości plus elementy magiczne. To tajemnicza
ballada o białym chłopcu, który jest dla jednych zbawieniem, a dla innych
udręką i cierpieniem. Sięgnęłam po tę książkę od razu po przeczytaniu „Rdzy”,
stąd trochę niżej ją oceniam, ponieważ Jakub Małecki rozwinął się jako
współczesny pisarz. Myślę jednak, że ta wcześniejsza powieść ma w sobie coś z
elementów baśni i jest na swój sposób wyjątkowa. Czytelnik nie ma świadomości
do końca, co jest prawdą, a co fikcją w życiu bohaterów… Ale do rzeczy, o czym
jest ten „Dygot”?
To
saga rodzinna na przełomie trzech pokoleń: od przedwojennej Polski do czasów
PRL-u i współczesności. Mamy w tle II wojnę światową i Armię Czerwoną, przed którą ucieka Niemka
– Frau Eberl. Jan Łabendowicz pomaga
jej, jednak poddaje się przed granicami jej ojczyzny z obawy o swe życie, a ta przeklina
jego przyszłego syna. Wkrótce to przekleństwo ma się ziścić… Na świat przychodzi drugi syn Jana – tym razem
odmieniec: „Był biały od brwi po
paznokcie stóp. Pod skórą rozciągały się gdzieniegdzie cienkie różowe smugi.
Tylko źrenice miał czerwone, jakby przebijał przez nie środek głowy.”. Wiejska
społeczność traktuje Wiktora jak wcielenie szatana. On sam zachowuje się jakby pochodził z innych zaświatów:
„Zawsze
zawstydzony, zawsze jakby obok ludzi, obok życia, obok samego siebie. No
dobrze, był biały, był inny, ale wcale nie aż tak biały i nie aż tak inny.
Poradziłby sobie. Mógł normalnie. Mógł wszystko normalnie.
Ale nie. On musiał mówić po swojemu, łazić po swojemu, myśleć po swojemu. Musiał dawać się bić tym pieprzonym łobuzom, którym gdyby chciał, mógłby łby poukręcać. Musiał cierpieć, męczyć się, unikać dziewczyn, unikać kolegów, unikać wszystkiego, czego da się unikać. Musiał być jakiś zasranym jękiem świata, jakby ten świat potrzebował jeszcze jednego jęku, jakby nie miał ich już wystarczająco dużo.”
Ale nie. On musiał mówić po swojemu, łazić po swojemu, myśleć po swojemu. Musiał dawać się bić tym pieprzonym łobuzom, którym gdyby chciał, mógłby łby poukręcać. Musiał cierpieć, męczyć się, unikać dziewczyn, unikać kolegów, unikać wszystkiego, czego da się unikać. Musiał być jakiś zasranym jękiem świata, jakby ten świat potrzebował jeszcze jednego jęku, jakby nie miał ich już wystarczająco dużo.”
Jednocześnie poznajemy rodzinę Bronka Geldy, która przeprowadza się do
Koła w poszukiwaniu lepszego życia. Tam za sprawą klątwy Cyganki rodzinę dotyka
nieszczęście. Ich córka doznaje poważnego uszczerbku podczas wybuchu granatu.
Tymczasem Bronek jest świadkiem jak spełnia się przeznaczenie. Losy tych dwóch
rodzin niespodziewanie łączą się…
Mam wrażenie, że
Małecki upodobał sobie polskie prowincje w czasach wojennych. Przedstawia je z
przerażającym realizmem i bólem. Mieszkańcy Piołunowa są zaś niezbitym dowodem
na wciąż towarzyszący rasizm wobec innych, nieco wyróżniających się osób. A to
tylko wierzchołek góry lodowej problemów takich jak zdrada, przemoc domowa i
alkoholizm. Wiktor – chłopiec albinos – do końca życia był poddawany represjom
ze strony wszystkich ludzi. Introwertyk, wrażliwiec. Ten, który mógł być
szatanem, nawołującym ludzi do czynienia zła – przynętą do popełnienia grzechu.
To samo córka Bronka, której życie skończyło się jeszcze zanim się tak naprawdę
zaczęło. Ponownie jestem zachwycona postaciami, jakie stworzył Małecki.
Wszystkie łączy obsesja i osobiste słabości, a także strach przed przemijaniem
i samym życiem. Autor tworzy także duże pole do rozmyślań nad losem i
przepowiedniami. Te dwie rodziny są uwięzione klątwą przeznaczenia: jednej
rodzi się przeklęty przez Niemkę syn, zaś drugiej – zgodnie z przepowiednią
Cyganki –przekleństwo dotyka córkę w skutek wybuchu granatu. „Dygot” zatem wprowadza nas w świat, gdzie
los jest nieuchronnym panem życia wszystkich bohaterów.
Co jednak kryje się za
pojęciem tytułowego „dygotu”? Kojarzy nam się z drganiem ciała wywoływanym
zimnem. Dygot jednak może być tez formą
odczuwanego strachu, jakim jest życie („Życie to jest jeden (…) wielki dygot.”). Sam Wiktor według mnie jest osobą najbardziej
związaną z tym uczuciem, ponieważ przez całe życie niezmiennie czuł strach
przed przyszłością, jakby wiedział więcej niż inni. Dygotał w tańcu, dygotał
myśląc o swoim przeznaczeniu… Nie tylko jemu jednak towarzyszyły wielkie
dramaty, ale wszystkim. My czytelnicy możemy utożsamić się z nimi, zwyczajnymi
ludźmi, ponieważ każdy z nas ma własne codzienne problemy, najważniejsze na
świecie. I tak właśnie Jakub Małecki pokazuje, jak fascynująca może być podróż
w historie zwyczajnych ludzi, zwyczajnych miejsc, rzeczy, marzeń, ludzkich cierpień…
Cała powieść zostaje okraszona dodatkowo
groteską, nutą nostalgii i humoru:
„- Ty byś, Hela, nie chciała za mnie wyjść może?
Dziewczyna spojrzała na niego zamyślonym wzrokiem, jakby właśnie zapytał ją, czy ma ochotę na jabłko.
- Bo ja wiem?
- Jak się nie zgodzisz, to się Felek będzie ze mnie śmiał do końca życia.
- Ano, to trzeba było tak od razu”.
Dziewczyna spojrzała na niego zamyślonym wzrokiem, jakby właśnie zapytał ją, czy ma ochotę na jabłko.
- Bo ja wiem?
- Jak się nie zgodzisz, to się Felek będzie ze mnie śmiał do końca życia.
- Ano, to trzeba było tak od razu”.
Polecam przeczytać tę
wartościową prozę, która zabierze w was odległy i tajemniczy świat, gdzie dygot
to całe nasze życie: życie w strachu przed wszystkim.
- Dama z książką





Komentarze
Prześlij komentarz