#2 Sarah J. Maas – „Dwór cierni i róż”
Sarah J.
Maas – „Dwór cierni i róż”
Wyd.
Uroboros, 2016
"Nie wstydź się nawet przez chwilę robienia tego, co przynosi ci radość."
Wciągnęłam książkę momentalnie
(jak to bywa z molami książkowymi) i już wiem czemu seria zyskała taką
popularność. I choć zalicza się ją raczej do literatury młodzieżowej, opowiada o
pięknej i bolesnej, niczym tytułowe ciernie i róże, miłości.
Feyra jest najmłodszą z całego
rodzeństwa. Mając 19 lat jest w stanie zająć się rodziną lepiej niż jej własny
ojciec. Poznajemy ją podczas srogiej zimy, kiedy to wyrusza na łowy, aby zdobyć
pożywienie. Zapuszcza się dalej niż zwykle, bo w okolice Muru, oddzielającego
ludzi od świata nieśmiertelnych, władających potężną magią istot. Polując,
dostrzega ogromnego wilka. Decyduje się na rozpaczliwy krok i zabija wilka, aby
nie umrzeć z głodu i wycieńczenia. Rodzina jest przeszczęśliwa mając coś w
ustach od dawna, jednak ich chwilowe szczęście zakłóca wtargnięcie złej bestii,
którą okazuje się być Talim – pochodzący z wysokiego rodu. Feyra ma udać się
razem z nim do jego Dworu na resztę swojego życia, aby zadośćuczynić śmierć jego
przyjaciela. Od lat narastające uprzedzenia do istot zza muru nie ułatwiają
decyzji dziewczynie. Okazuje się jednak z czasem, że ich życie jest całkiem
podobne: usłane cierniami. Historia początkowo rozwija się bez pośpiechu. Feyra
ma czas na przystosowanie się na Dworze Wiosny. Otaczają ją jednak nadal
tajemnice i nadal tęskni za domem. Ciepłą atmosferę burzą powoli pojawiające
się straszne istoty. Zło sięga nawet na sam kraniec Muru. Główną fabułę będą
stanowiły teraz potyczki między fae i jak to zawsze bywa w takich historiach:
między dobrem a złem.
Sarah J. Maas
zaczarowała mnie płynnością akcji. Ani jeden wątek mnie nie nudził. Język
przepływał z kolejnymi kartkami niczym melodia. Nie łudziłam się, że będzie to
wybitna opowieść, jednak miała coś w sobie, że porwała mnie z rzeczywistości do
swojego świata. Myślę, że istotą tej historii są dzielące wszystkich
uprzedzenia. Feyra nienawidziła gatunku fae, ponieważ byli potężnymi magami i
zabijali ludzi. Przekonała się jednak, że nie wszyscy są tacy, a własny rodzic
nie spieszy jej z pomocą… „Dwór cierni i róż” to także opowieść o miłości. O
miłości, której nie potrzeba piękna, władzy czy bogactwa. Feyra nie musiała
widzieć twarzy, która na skutek klątwy skryta była pod maską, aby się zakochać.
Autorka inspiruje się tu motywem baśni „Piękna i Bestia”. Na wielki plus
zasługuje akcja kończąca książkę, zagadka zacytowana na początku recenzji, baśniowy
klimat czy sam świat przedstawiony, gdzie było dużo swobody dla czytelnika w kwestii
jego poznania. Mamy tu także wątek dotykający erotyki, jednak ukazany ze
smakiem. Można więc rzec, że nie jest to literatura dedykowana młodym
czytelnikom. Magia miesza się brutalną walką o przetrwanie i miłość, a sieć
spisków i intryg ugina się pod prawdą, którą bohaterka i czytelnik w końcu
poznaje.
Feyra to utalentowana łowczyni,
która jednocześnie ma uzdolnienia artystyczne: przepięknie maluje. Dostrzega
świat jak artysta, o czym możemy się przekonać patrząc na krainę Talima jej
oczami. Mimo wszystko brakowało mi czegoś w niej, może nieco więcej ironii,
„pazura” albo… sprytu? Postać głównej bohaterki nie należy zatem do moich
ulubionych. Jest nią bowiem Rhysand. Pojawia się ona pod koniec powieści i mam
wrażenie, że przyćmiewa wszystkich. I mimo, że najpierw przypadli mi do gustu
Talim i Lucien, kreacja Rhysanda zachwyciła mnie nieszablonowym zachowaniem i
zaskakiwała mnie. Uwielbiam czarne charaktery. Sami jednak odkryjcie karty tej
postaci.
Podsumowując, „Dwór cierni i róż”, to książka dla nieuleczalnych romantyczek lub czytelników lubiących fantastykę. Sądzę, że dla niektórych może być zbyt delikatna i mdława, ale o gustach się nie dyskutuje. Na pewno nie jest to powieść dla wymagających czytelników, będą zawiedzeni. Ja nie oczekiwałam dużo i jestem zakochana. Z pewnością do niej wrócę, ponieważ znając zakończenie, będę mogła dostrzec wagę niektórych sytuacji schowanych za kurtyną ukrytych znaczeń.
Podsumowując, „Dwór cierni i róż”, to książka dla nieuleczalnych romantyczek lub czytelników lubiących fantastykę. Sądzę, że dla niektórych może być zbyt delikatna i mdława, ale o gustach się nie dyskutuje. Na pewno nie jest to powieść dla wymagających czytelników, będą zawiedzeni. Ja nie oczekiwałam dużo i jestem zakochana. Z pewnością do niej wrócę, ponieważ znając zakończenie, będę mogła dostrzec wagę niektórych sytuacji schowanych za kurtyną ukrytych znaczeń.
-Dama z książką





Komentarze
Prześlij komentarz